Wielu artystów pomimo pracy w agencji kreatywnej/studiu graficznym, regularnie chwyta się również prywatnych zleceń. Takie przedsięwzięcie wiąże się nie tylko z posiadaniem solidnych umiejętności warsztatowych. Trzeba również, kolokwialnie mówiąc, umieć się sprzedać. W tym wpisie przedstawię czym i w jakich przypadkach freelancer może konkurować o klientów z agencjami interaktywnymi czy studiami animacji.

Kiedy klienci sami do Ciebie przychodzą, przeglądając Twoje portfolio wiedzą, czego mogą się spodziewać. Z czasem jednak zechcesz bardziej aktywnie oferować swoje usługi i dotrzeć do większych lub ciekawszych zleceń. Warto wtedy przytoczyć argumenty, z pomocą których, podniesiesz swoje szanse na podpisanie umowy. Niektórzy klienci mogą obawiać się powierzenia Ci zadania, ponieważ agencja interaktywna wydaje się pewniejszym kontrahentem. Jak możesz przełamać ten strach? Nie trzeba do tego sztuczek z pogranicza retoryki. Wystarczą fakty, z których chyba nie wszyscy zdają sobie sprawę.

Uprzedzę jednak- mierzmy siły na zamiary. Jako profesjonaliści nie podejmujmy się zleceń, których nie jesteśmy w stanie wykonać. Zakładam, że próbujesz nakłonić klienta na coś, co możesz dostarczyć w ustalonym terminie. Jeżeli chodzi o bardziej kompleksowe zlecenia (od projektowania logo, przez tworzenie materiałów DTP, materiałów filmowych do stereoskopowych animacji 360), uważam, że wynajęcie studia może być lepszym rozwiązaniem. Niemniej jednak wszystko zależy od elastyczności klienta w kwestii czasu, w jakim ogół prac ma zostać ukończony. Jeżeli ktoś jest omnibusem, może to wszystko wykonać samodzielnie i w dalszym ciągu znacznie taniej niż agencja, ale nie zrobi tego szybciej niż doświadczony zespół. Mając na uwadze wszystko, co napisałem wcześniej, zapraszam do zapoznania się z moimi przemyśleniami.

Cena

Nie jest tajemnicą, że projekty z pogranicza nowych technologii potrafią być dużym wydatkiem. Cena projektu jest w dużej części zależna od kosztów stałych agencji. Pojedynczy freelancer, nawet jeżeli wynajmie kogoś do pomocy w dalszym ciągu jest w stanie ukończyć projekt (jeżeli mówimy o mniej skomplikowanym zleceniu, które prawdopodobnie i tak robiłby w pojedynkę pracując u kogoś na etacie). Do tego z powodzeniem może dostać za to większe wymagrodzenie, niż pracując u kogoś. Dla klienta produkt tej samej jakości jest finalnie tańszy. Tym sposobem pozbywamy się pośredników. A skoro o tym mowa…

Pośrednictwo

Punkt sprzężony z poprzednim. Każdy chciałby zarobić, a najwięcej zarabiają nie osoby odpowiedzialne za wykonanie projektu, a pośrednicy. Zlecając coś agencji interaktywnej, nie mamy absolutnie pewności, kto zabierze się za wykonanie projektu. Duże agencje działają jak sieci rybackie. Z racji swojej pozycji z łatwością przyciągają do siebie klientów. O ile część z nich na pewno obsługują osobiście, to czasem brak im możliwości przerobowych i zlecenia spływają łańcuchem pokarmowym do mniejszych agencji, a czasem jeszcze niżej: do freelancerów. Oczywiście każdy po drodze chce coś na tym zyskać, dlatego wydatki szybują w górę. Pracując na etacie w małej agencji, przestaje mnie dziwić dwóch pośredników pomiędzy mną a klientem. Czasem próbuje się to zamaskować. U agencji, z którymi współpraca dobrze się układa, dostajemy skrzynkę mailową z ich domeną, żeby klient nie pomyślał przypadkiem, że jest niedoceniany i zleca się jego ważne projekty niżej- ale tak właśnie czasami bywa. Wynajmując freelancera, nie płaci się ani grosza pośrednikom, przesył informacji jest niebywale płynniejszy, a sam projekt dzięki temu może być wykonany szybciej. Do tego widząc portfolio wolnego strzelca, wiemy czego się spodziewać. Oglądając portfolio agencji, wiemy, że ktoś kiedyś dla nich coś takiego wykonał i jeżeli efekt zrobił na nas wrażenie, możemy mieć nadzieję, że za nasze zlecenie zabierze się ktoś, kto potrafi stworzyć przynajmniej porównywalne cuda.

Podejście

Może wydawać się to naiwne, ale odnoszę wrażenie, że jako freelancer instynktownie bardziej dbam o klienta. Może jest to spowodowane tym, że jeszcze nie chwytam się zbyt często dodatkowych możliwości zarobku poza pracą etatową i zawsze traktuję je bardziej szczególnie. Prawdopodobnie jest to również związane z bezpośrednim kontaktem, jaki nawiązuję podczas takiego zlecenia. Zwykle staram się uzyskać najlepszy możliwy rezultat, a często sugeruję nieodpłatne dodanie elementu, którego wcześniej nie planowaliśmy, jeżeli miałoby to znacznie poprawić końcowy projekt. Co więcej, pod takim zleceniem podpisuję się swoim imieniem i nazwiskiem. Dla mnie to największa motywacja chroniąca przed wypuszczaniem na światło dzienne projektu, z którego nie jestem zadowolony. Pracując na etacie, niestety zdarzyło mi się robić rzeczy całkowicie sprzeczne z jakimkolwiek standardem estetyki. Aby nie utrwaliły mi się w pamięci, zaraz po wysłaniu projektu pędziłem do łazienki, aby wyszorować oczy pumeksem. To uśmierza ból.

Czas realizacji

Tutaj akurat jest bardzo różnie. Z jednej strony, jeżeli do wykonania jest masa rzeczy, a na wykonanie jest mało czasu, to nikt o zdrowych zmysłach nie podejmie się takiego zlecenia w pojedynkę. Cztery ręce zawsze będą szybsze od dwóch. Jednak tak jak pisałem wcześniej, im więcej ust po drodze tym mniej pracy, a więcej przepychanek i tłumaczeń jak projekt ma wyglądać. Ostatecznie do grafika pracującego w agencji dociera zniekształcona wersja wymagań klienta, jednak zanim ją dostanie i przyswoi, może minąć nawet tydzień od pierwszego briefu. Dlatego uważam, że przy mniejszych projektach freelancerzy mają pewną przewagę czasową. Na niekorzyść wolnego strzelca przemawia fakt, że jeżeli klient chciałby zamówić od niego bardziej kompleksowe usługi, musi zrobić to odpowiednio wcześniej, albo w rozsądny sposób zaplanować etapy prac.

Elastyczność

Bardzo subiektywny punkt, który nie musi być prawdziwy dla branży jako całości. To bardziej indywidualna kwestia, bardziej kojarzona z freelancerami i małymi agencjami. Wszyscy jesteśmy ludźmi i dobrze, gdybyśmy czasem potrafili się dogadać. W większych agencjach ramy projektu są sztywno określone i nie ma mowy o ich przekroczeniu. Mniejsze podmioty dają się jednak czasem odrobinę naciągnąć odgiąć. Mam mieszane odczucia pisząc ten punkt, ponieważ przed oczami majaczą mi miraże klientów wprowadzających poprawki do swoich wcześniejszych poprawek (gdzie mój pumeks?!), ale wykazanie odrobiny dobrej chęci z każdej ze stron, zawsze jest w dobrym guście. Jako rzemieślnicy wykażmy odrobinę zrozumienia dla klientów (nie muszą się znać na tym, co dla nich robimy, to może być ich pierwsze zetknięcie z Twoją branżą- miej wyrozumiałość), a nasi klienci na pewno odpłacą się tym samym.

Kiedy agencje mają przewagę?

To nie tak, że imię każdego freelancera to Czterdzieści i Cztery, a w wolnych chwilach jest mesjaszem dizajnu. Dostrzegam sytuacje, w których zlecenie projektu agencji wyraźnie może być postrzegane jako lepsze wyjście. Podsumować je może poniższa lista:

  • Mało czasu i dużo pracy. W pojedynkę mogę dostarczyć projekt w rozsądnym przedziale czasowym. Agencje mające więcej pracowników mogą sprostać krótszym terminom.
  • Gwarancja. W przypadku freelancera gwarancja dobrze wykonanej pracy może wydawać się niewielka. Agencja działająca na rynku od wielu lat, postrzegana jest jako bezpieczniejsza alternatywa i poważniejszy kontrahent.
  • Fundusze. Agencje zarządzające większymi finansami mogą sobie pozwolić na wielkie kontrakty, które zostaną im zapłacone w całości po realizacji. Znaczy to, że muszą zainwestować w wynajem sprzętów (jeżeli mowa o jakimś evencie), wydruk elementów czy zakup modeli 3d. Pojedynczy grafik ma potencjalnie mniejszy budżet, którym może operować.
  • Kompleksowa usługa. Do agencji zgłaszają się najczęściej firmy, które mają sporo do zlecenia, a nie mają po swojej stronie działu graficznego/marketingowego. Jak pisałem wcześniej- zlecają kilkanaście zadań i czekają, aż wyniki zaczną spływać na ich maile. Freelancerzy są różni, ale ja wolę skupić się na jednym zadaniu i zrobić je dobrze. 
  • Renoma. Jeżeli agencja jest już rozpoznawalna, raczej nie pozwoli sobie na wypuszczenie niedopracowanego projektu.
  • Wynajęcie agencji lepiej wygląda na papierze. Przed zarządem łatwiej wytłumaczyć skąd wysoki koszt przeprowadzenia kampanii,  stworzenia animacji reklamowej czy materiałów promocyjnych.

Jeżeli klientowi zależy na tych filarach, a Ty możesz je spełnić, to gratuluję! Jesteś Człowiekiem Instytucją. Jeżeli nie, nie wal głową w mur. Kiedy od początku wymagań jest więcej, niż jesteś w stanie udźwignąć, lepiej jest się wycofać niż tracić czas swój i klienta.

Podsumowanie

Chciałem tym wpisem przełamać strach przed zlecaniem pracy osobom fizycznym. Zlecenie swojego projektu freelancerowi daje gwarancję, że to, co od niego dostaniemy, będzie jakościowo zbliżone do prac z jego portfolio, możemy liczyć na bardziej ludzki i bezpośredni kontakt, a wizja może zostać precyzyjnie przeniesiona na medium, w którym dany artysta tworzy. Do tego zaoszczędzimy pieniądze a nierzadko również i czas! Czy może być lepiej?

Drogi freelancerze i droga freelancerko. To Ty jesteś swoją najpiękniejszą wizytówką. Swoją, a także całej branży, w której pracujesz. Staraj się dopełniać warunków ustalonych z klientami, to będzie się ich pojawiało u Ciebie coraz więcej, a dawni chętnie wrócą.

Przychodzą Ci do głowy dodatkowe argumenty. A może masz całkiem odmienne zdanie? Chętnie wysłucham Twojego punktu widzenia.

Udostępnij

Najnowsze wpisy